Make your own free website on Tripod.com
Anna Milewska

Miasto nad Tamizą

Londyn - jedno z najstarszych miast Europy. Wydaje się, iż skupił w sobie wszystkie uroki, jakie tylko może posiadać stolica potężnego imperium.

Przeszłość historyczna miasta przemawia do przybysza w sposób niezwykle konsekwentny. Nieomal każdy budynek londyński ma coś do powiedzenia, poczynając od piwnicznych pubów, uliczek, mostów, spiczastych baszt, katedry św. Pawła...

Symbolem miasta jest zegar na baszcie (100 m) Izb Parlamentu (Houses of Parliament). Nie jest to Big Ben, jak się zdarza czasem usłyszeć. Big Benem jest mianowicie olbrzymi dzwon zegarowy (ok. 13 ton). Przypuszcza się, że otrzymał ten przydomek po barczystym urzędniku Benjaminie Hall?u, który przewodniczył pracom zainstalowania dzwonu.

Nikt nigdy nie planował Londynu. Na rozwój miasta wpłynęło mnóstwo czynników. Kluczową rolę odegrało geograficzne usytuowanie, a przede wszystkim - Tamiza. Historię miasta poczęto liczyć od 43 roku przed n. e., kiedy to wkraczająca armia rzymska upatrzyła to miejsce jako świetny punkt strategiczny. Od tego czasu Londinium szybko się stało prosperującym centrum przemysłowym.

Nieraz wir wydarzeń historycznych burzył miasto bezlitośnie. W roku 1665 epidemia cholery zabrała 100 tys. mieszkańców. W rok później płomienie zniszczyły prawie całe miasto. Podczas bombardowania w latach drugiej wojny światowej w Londynie zginęło 25 tys. mieszkańców. 80 % budynków zostało zniszczonych, a trzecia cześć zrujnowana.

Jednak za każdym razem miasto nad Tamizą się odradzało jak Feniks z popiołów. Podczas odbudowy Londynu niezwykły nacisk kładziono na zachowanie identyczności z poprzednim wyglądem architektonicznym. Poszerzono ulice, ustawiono latarnie, więc teraźniejszy wygląd miasta nie da się skojarzyć z wąskimi, ciemnymi alejami z powieści Dickensa. Dzisiaj Londyn jest olbrzymem przemysłowym i kulturalnym, jakim zresztą był w ciągu swego wielowiekowego istnienia.

Zielona rozkosz...

Jaskrawa zieleń londyńskich parków wygląda bajecznie na tle szarych chodników ...

Hyde park jest jednym z największych w Europie (140 hektarów). Są tu dróżki dla spacerujących, rowerzystów, jak też usypana trasa dla jeźdźców konnych.

Ulubionym odpoczynkiem londyńczyków jest spędzenie całego dnia w parku, z książką w rękach, a w międzyczasie - napawanie się rozkoszną zielenią. Należy tylko wynająć wygodne krzesło i umieścić je w ulubionym miejscu...

Z mapą w rękach...

Chętni dokładnego spenetrowania Londynu powinni robić to pieszo, uważnie śledząc nazwy ulic. W wypadku zagubienia się polegać trzeba przede wszystkim na własnych siłach, bowiem powszechnie spotyka się więcej zwiedzających niż mieszkańców miasta... Wielu turystów decyduje się na wycieczki autokarowe, czy też na wyprawy promem wzdłuż Tamizy.

Zwiedzanie muzeów londyńskich jest niczym lekcja historii powszechnej, na której nikt się nie nudzi, a na odwrót - rodzi się chęć głębszego poznania dziejów. Każdego roku fascynująco bogate ekspozycje muzealne przyciągają znawców i miłośników sztuki z całej kuli ziemskiej.

W czołówce najbardziej popularnych znajduje się muzeum postaci woskowych "Madame Tussaud's". Codziennie, nie zważając na pogodę przy muzeum nieustannie wije się wielometrowa kolejka. Uzbrojonych w cierpliwość turystów nie obchodzi nawet droga wejściówka. Wnętrze muzeum przypomina mrowisko. Czasem w tłumie trudno jest odróżnić ludzi woskowych od żywych, bowiem podobieństwo jest zaskakujące. Wielbicielki Brada Pitta czekają w kolejce, by pozować do zdjęcia z ulubionym aktorem.

Nie mniej ciekawy jest świat polityków z różnych państw. W pomieszczeniach piwnicznych zwiedzający jest świadkiem ludzkich tortur. Nie jest to ekspozycja dla dzieci.

Godne podziwu są Victoria & Albert Museum, Muzeum Brytyjskie, Muzeum Historii Naturalnej, Galeria Narodowa... Lista placówek godnych obejrzenia jest niemała. Powinno się mieć na uwadze, że czasem w murach jednego muzeum mija cały dzień. Wiadomo, iż każda ekspozycja wymaga indywidualnego podejścia.

"Oko" na Londyn

Londyn powszechnie uważany jest za Miasto Tysiąclecia. Tu bowiem ulokowane zostało gigantyczne "koło rowerowe" pt. "London Eye", jedyne tego rodzaju na całym świecie. 32 kapsle przesuwają się powoli, zapewniając obejrzenie rozległej panoramy o czarującym pięknie.

Codziennie z atrakcji korzysta 15 tys. chętnych. Według pewnych źródeł, wypełnione koło przynosi dochód w wysokości $ 9 600, a chętnych nigdy nie brakuje. Zostało zainstalowane przez Brytyjskie Linie Lotnicze, których kierownictwo odrzuciło wszelkie propozycje publikacji. Otwarcie ?Oka? nastąpiło 1 stycznia b.r. Atrakcja będzie czynna w ciągu 5 lat. Jest to symbol nowego tysiąclecia.

Kontrowersje budzi dotychczas "Millenium Dome"- olbrzymia konstrukcja wzniesiona z okazji nowego tysiąclecia. Różnego rodzaju show nie przyniosły oczekiwanego zysku. Mimo to warto zapłacić za drogą wejściówkę, aby obejrzeć występ akrobatów. Zdaniem niektórych, jest to widowisko nadzwyczajne. Pozostawia wrażenie, iż zdolnościom ludzkim nie ma granic.

Świadkiem dziejów XX wieku

Przez jakiś czas obserwowałam p. Mieczysława Hampla... Miał w sobie coś takiego, co od pierwszego wejrzenia budzi sympatię. Po pewnym czasie przerwał konwersację: "Pani do mnie"?

Dwie godziny rozmowy z p. Mieczysławem minęły w mgnieniu oka. Nie każdemu jest dane przeżyć burzliwe życie, doświadczyć chłodu i głodu, przejść niekończącą się tułaczkę...

Urodził się 27 sierpnia 1925 roku we Lwowie. Kocha to miasto nad życie: "Moja mała Ojczyzna". W 1939 roku był harcerzem. "Dla mnie jest zaszczyt - pomoc". Pomagał żołnierzom. Ukończył kurs ochrony lotniczej. Ojciec był oficerem zawodowym, więc po wybuchu wojny zabrano go od razu. Zginął w Starobielsku.

13 kwietnia 1940 roku p. Mieczysław został wywieziony na Syberię z matką i bratem. Jechali półtora miesiąca w wagonach, tzw. "telatnikach", spali na półkach. Pan Mieczysław był wówczas chłopcem i dla takich jak on to była prawdziwa przygoda. Inaczej patrzyła na to matka. Była załamana, gdyż straciła wszystko: dom, męża, "przecież dorobili się trochę"...

"Syberia jest pięknym krajem -wspominał - szczególnie, gdy wszystko jest zasypane śniegiem. W uprzęży chodziły wówczas byki, bo wyczuwały drogę, do czego konie się nie nadawały. Zesłańcy pracowali w sowchozie, hodowali konie dla Armii Czerwonej. Po zimie jeździli na sianokosy. Tam nauczono, co znaczy głód... Była to nauka za darmo, nic nie kosztowała" - żartował.

Serdecznie się śmiałam z opowiadania, jak próbował napić się mleka kobylego: zaczekał, aż źrebak odejdzie od kobyły. ?Miałeś swoje, bądź chrześcijanin- daj innemu, -powiedział do źrebaka? i zbliżył się z dojnicą do kobyły. Jednak źrebak tak bryknął, aż raptem zrobiło się ciemno. Leciał w powietrzu kilka metrów!..

Spędził na Syberii 2 lata. " Jak Niemcy uderzyli po Rosji, Stalin dał amnestię. Matka poszła pracować do szpitala, brat latał na samolotach..." Od tego czasu rodzina się rozłączyła.

Pan Mieczysław służył w armii gen. Andersa. Nie podejmuję się wymienienia państw, do których zdarzyło mu się trafić. Wydaje się, iż na to nie starczyłoby jednego życia... "Każde państwo to osobna historia" - powiedział.

Pod koniec wojny generał zwalniał żołnierzy, by mogli wstąpić na studia i rozpocząć nowe życie, bowiem wielu z nich miało zawód oficera. Pracowali w rolnictwie, na fabrykach.

W 1949 roku nastąpiła ogólna demobilizacja. Wówczas większość Polaków pozostała w Anglii, a mianowicie w Londynie. Według Pana Mieczysława było to ok. 250 rodzin. Młodzi żołnierze również nie wrócili do Polski, bo tam byli komuniści. Wielu się ożeniło, założyło własne rodziny.

Pan Mieczysław odnalazł matkę i brata w Londynie. Były to szczęśliwe okoliczności... Brat wyjechał do Stanów Zjednoczonych, ma 3 synów. Matka umarła w 1994 roku.

Obecnie w Londynie, zdaniem p. Mieczysława, mieszka około 40 tys. Polaków. "Zawsze pamiętamy o Polsce, mamy szkoły sobotnie. Nasza młodzież dobrze się zabrała do pracy. W 1991 roku 6 tys. inżynierów wyjechało do pracy w Polsce." Pan Mieczysław jest dumny ze swego syna : został doktorem fizyki i świetnie sobie radzi ...

Nowa emigracja nastąpiła w 1981 roku, gdy w Polsce był stan wojenny. "Teraźniejsza młodzież się asymiluje, czego my nie chcieliśmy i nie chcemy" - powiedział w międzyczasie. Wychodźstwo skupia się wokół kościołów, w parafiach. Ci, którzy umierają i nie mają spadkobierców , przekazują pieniądze dla POSKu.

Pan Mieczysław pełni obowiązki sekretarza honorowego POSKu. Jest kierownikiem "Koła Lwowian", wydaje również ciekawy biuletyn pt. "Lwów i Kresy". Od samego początku współpracował z założycielami POSKu. "To wszystko jest praca społeczna",- wyznał z dumą.

Członkami organizacji jest ok. 7 tys. osób z całego świata. "Członkiem może zostać każdy, kto czuje się Polakiem- zaznaczył p. Mieczysław - pod warunkiem, że nie współpracował z komunistami". Jednak jest tu pewien problem, bo niełatwo udowodnić fakt współpracy sprzed wielu lat. Członkowskie wynoszą 10 funtów na całe życie.

Obecnie w POSKu działają Zjednoczenie Polskie, Kancelaria Prezydenta Kaczarowskiego, Stowarzyszenie Lotników Polskich, Stowarzyszenie Polskich Kombatantów, Związek Inwalidów Polskich, Związek Sił Zbrojnych, Związek Łącznościowców, Polski Klub Młodzieżowy i in. Działa również teatr (na 300 osób), Polski Uniwersytet na Obczyźnie (PUNO), Instytut Józefa Piłsudskiego(założony przez rodzinę Marszałka), Biblioteka Polska, księgarnia ufundowana przez Polską Macierz Szkolną, Galeria Artystyczna.

Jest także kawiarnia, restauracja, sale do wynajęcia. Odbywają się tu przedstawienia, wystawy, odczyty, konferencje, bankiety.

Należy wierzyć, iż Dom Polski w Wilnie również nie zawiedzie oczekiwań swych ofiarodawców, godnie będzie reprezentował Polaków oraz kulturę polską w kraju i za granicą.

Gród nad Wilią jest niczym miniatura miasta na Tamizą...

(ciąg dalszy w następnym numerze)

Na zdjęciach: sekretarz honorowy POSKu pan Mieczysław Hampel; w muzeum "Madame Tussaud's (rodzina królewska).

NG 36 (472)