Kęstutis PETRAUSKIS

Wybory - niczym uczta pijanych

Trzeba umieć żyć w warunkach demokracji. Tymczasem, parafrazując słowa prof. Edvardasa Gudavičiusa, nasza demokracja jest podobna do uczty pijanych, gdy wszelkimi sposobami pragnie się zemścić na oponentach lub byłej władzy.

Czego tylko nie nagadają politycy, jakimi obietnicami tylko nie sypią. Jeśli chodzi o władzę, to socjaldemokraci "dwutysięcznicy" potrafili dogadać się nawet z chrześcijańskimi demokratami, znanymi ze swych ortodoksyjnych poglądów. Artűras Paulauskas, nazywający siebie liberałem, przyjaźni się z przywódcą "ubogich" Vytautasem Šustauskasem, a mer Szawel wiecuje wspólnie z narodowymi socjalistami.

Z tej przyczyny druga strona może straszyć zagrożeniem dla państwa. Oto na przykład, Vytautas Landsbergis na X sejmie Światowej Wspólnoty Litwinów, który odbył się w ubiegłym tygodniu, mówił znowu o otaczających Litwę zagrożeniach, nawet o powstającej groźbie utraty niepodległości.

Czym są uzasadnione takie twierdzenia? Najprędzej, lider konserwatystów ma wątpliwości, czy wyborcy zdołają dokonać odpowiedniego wyboru, czy nie ulegną populistycznym pokusom, obietnicom.

Po pierwsze, przypominając wyniki wyborów samorządowych, takie obawy nie są, jak gdyby wyssane z palca. Po drugie, mimo woli nasuwa się wniosek, że obecnie ton nieodpowiedzialności nadają ci sami politycy. Nieprzemyślanymi oświadczeniami, obietnicami, a nawet działalnością, dyskredytującą ideologię różnych partii.

Oto na przykład, z listy Związku Centrum wycofał się uważany za poważnego kandydata na przyszłego premiera prof. Kęstutis Glaveckas. Naturalnie, raczej był on niezbyt zadowolony z dalekiego miejsca na liście wyborczej partii. Z kolei, kierownictwo partii, zapewne, nie było zbyt zachwycone działalnością K. Glaveckasa jako polityka i posła na Sejm. Ale jedno jest prawdziwe, że Związek Centrum prześcignął wszystkie inne partie, konkurentów pod względem populizmu i demagogii.

W ubiegłym tygodniu liderzy centrystów obiecali, że obniżą podatek od wartości dodanej. A co już mówić o tym, że centryści obiecywali, iż w ciągu kilku miesięcy zmniejszą liczbę ministerstw do dziewięciu, a posłów na Sejm - do 101, pozostawią tylko 5 powiatów i po prostu rozpędzą trzecią część biurokratów.

Uliczny trybun Kazimieras Uoka, jak się okazało, o całą głowę przerasta centrystów. Chociaż uświadamia on sobie, że chcąc zmniejszać liczbę posłów na Sejm, należy zmienić Konstytucję, wiele ustaw, regulujących sprawy zarządzania państwem. Wszystko to centryści są gotowi zrealizować w ciągu kilku miesięcy. A propos, Nikita Chruszczow również obiecywał, że zbuduje komunizm w ciągu kilku lat.

Znajdujący się u władzy konserwatyści również nie są wzorem poczucia odpowiedzialności. Oto, na przykład, już trzeci tydzień głodują robotnicy kowieńskiego "Inkarasu", w ich ślady idą również pracownicy "Oruvy" w Możejkach, którzy nie mogą doczekać się wypłacenia wynagrodzeń. Czy w tym czasie premier Andrius Kubilius odwiedził ludzi, którzy obrali taką drastyczną formę protestu?

Naturalnie, może rząd nie powinien pobłażać, wtedy bowiem musiałby wypłacić 100 mln litów również robotnikom innych bankrutujących przedsiębiorstw. Jednakże, wszak to również rząd konserwatystów lekką ręką rozdzielał obietnice, kredyty "Inkarasowi", "Oruvie", więc teraz trzeba ponosić odpowiedzialność wspólnie z nieuczciwymi właścicielami.

Jeszcze bardziej cynicznie zabrzmiało wezwanie konserwatystów, aby A. Paulauskasowi przydzielić ochronę, przeciwko niemu bowiem, jak i przeciwko Aleksandrowi Łukaszence, może być zainscenizowany jakikolwiek zamach.

Zapewne po wyborach opadną namiętności takiej wojny słów. Jednakże, ważniejsze jest co innego: gdy politycy i przywódcy państwa mówią o zagrożeniu dla państwa, nie ufają obywatelom, bo rzekomo ci nie potrafią dokonać wyboru, postępować z poczuciem odpowiedzialności, wtedy chciałoby się, aby przede wszystkim sami przywódcy partii i państwa stanowili wzór postawy obywatelskiej.

("Veidas" nr 34 z 2000 r.)

NG 36 (472)