Refleksje z pobytu w Druskienikach

W czasie kolejnego pobytu sanatoryjnego w Druskienikach (II połowa października) systematycznie czytałem tam polskie czasopisma wydawane na Litwie (także te sprzed wojny), z czego najciekawsza pod każdym względem była niewątpliwie Wasza "Nasza Gazeta". Gratuluję!

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że sam pochodzę z Kresów - tyle że... południowych, a konkretnie z polskiego Zaolzia, równo od 80 lat znajdującego się w Republice Czeskiej. Moja rodzina zarówno ze strony Matki, jak i Ojca wywodzi się z Górnej Suchej i pobliskiego Cierlicka, osiadłych tam co najmniej od przełomu XVII/XVIII wieku. Do 1949 r. mieszkaliśmy na Zaolziu, zaś od 1956 roku (matury) mieszkam w Olsztynie i pracuję w Uniwersytecie Warmińsko - Mazurskim (dawniej Akademia Rolniczo - Techniczna). Od 15 lat ponadto prezesuję olsztyńskiemu Kołu Macierzy Ziemi Cieszyńskiej, w którym pomimo 600 km oddalenia od rodzinnej Ziemi Cieszyńskiej, zrzeszonych jest 82 członków, w większości rodowitych cieszynian i pracowników naukowych Uniwersytetu. Koło nasze jest jednym z 19 kół terenowych Macierzy ZC, najbardziej wysuniętym w kraju na północ. Poza mną w Kole jest jeszcze niewielka grupka emerytowanych zaolziaków, przybyłych tu wraz z innymi cieszyniakami po przenosinach (1950) cieszyńskiej Państwowej Wyższej Szkoły Gospodarstwa Wiejskiego do Olsztyna. To tyle w skrócie o moim - i naszym - rodowodzie. Dla lepszej informacji o Macierzy Ziemi Cieszyńskiej (założonej w 1885 r.) i naszym olsztyńskim Kole MZC załączam do listu niewielką porcję prasy i materiałów informacyjnych.

Korzystając z okazji pragnę przekazać także kilka refleksji z pobytu w słynnych marszałkowych Druskienikach. Ogólne wrażenie po 2 latach przerwy od ostatniego mojego pobytu sanatoryjnego - to smutne odczucie zamierania zarówno kurortu jak i miasta. Mój lekarz - Litwin z sanatorium wręcz stwierdził, że to raczej końcowe ... umieranie Druskienik. No, rzeczywiście, skoro w najlepszym sanatorium Lietuva na 320 posiadanych miejsc zajętych było tylko 60 - 80 (dziś pewnie jeszcze mniej), i to w połowie Polakami i częściowo Niemcami, a 2/3 innych sanatoriów z braku kuracjuszy jest zamykana - to oznacza, że mój litewski lekarz ma smutną rację!

Jedną z możliwości poprawy sytuacji kurortu i miasta (poza sprawami finansowymi) to efektywniejsze przyciągnięcie do Druskienik Polaków (i nie tylko kresowiaków), których trzeba lepiej zainteresować historią kurortu, polskości tych ziem oraz wydarzeniami z okresu pobytu Marszałka w tej miejscowości (tj. do 1931 r. i śmierci dr E. Lewickiej). Należałoby sporządzić m. in. niewielki folder i wzorem wyd. Ondyna z 1933 czy 1936 roku przybliżyć Rodakom same Druskieniki i miejsca pobytu Marszałka (nareszcie odnalazłem dokładne miejsca usadowienia słynnej ławeczki i zburzonego w 1964 r. domku Komendanta). Znaczny udział (a także i zarobek) winna w tym mieć miejscowa grupa Polaków, której jakoś poza jednym spotkanym Polakiem (Feliksem Jacewiczem od ?Ponurego?) w ogóle nie widać w Druskienikach. Winni oni także zjednoczyć się i działać także pośród polskich kuracjuszy. Musi się także zmienić same nastawienie Litwinów do Polaków, których od czasów gen. L. Żeligowskiego traktują prawie jako najeźdźców, włącznie z Marszałkiem (wszystkie ślady po Nim zostały w D. dokładnie zatarte). Ale to wymaga już czasu i zmiany całego pokolenia. Widać już zmiany na lepsze, zwłaszcza w deklaracjach polityków, ale to jeszcze nie to! Tyle moich ogólnych refleksji na gorąco po powrocie z Druskienik.

Przy okazji nadmieniam, że na moim macierzystym wydziale Ochrony Środowiska i Rybactwa pracuje także prof. dr hab. Maria Świaniewicz - Nagięć (1928), starsza córka niedawno zmarłego prof. Stanisława Świaniewicza, jedynego świadka mordu katyńskiego.

Dnia 9 września br. uczestniczyłem w uroczystościach na "Żwirkowisku" w Cierlicku na Kościelcu (Zaolzie), miejscu tragicznej śmierci Żwirki i Wigury, zorganizowanej z okazji 68. rocznicy tragedii i 50. rocznicy odsłonięcia tam Pomnika Lotnika. Gdyby Wasz tygodnik był zainteresowany szerszym artykułem z tego wydarzenia, mogę go szybko skreślić i przesłać do redakcji (mam też własne fotografie).

Kończąc ten list serdecznie pozdrawiam całą Redakcję i w imieniu olsztyńskich cieszyniaków życzę Tygodnikowi dalszych sukcesów w propagowaniu polskości na Wileńszczyźnie.

Z wyrazami szacunku pozostaje

prof. Janusz Guziur prezes

Na zdjęciu: Prezesi Koła MZC w Olsztynie - od lewej: prof. O. Lorek, prof. J. Guziur oraz prof. A. Fagura.

Od redakcji: dziękujemy za miły list. Problemy Druskienik są nam znane. W celu promocji miasta zaproponowaliśmy jego władzom zrobić stronę internetową po polsku. Jak na razie, niestety, nie ma odzewu.

Publikacjami odnośnieŻwirki i Wigury, a także tematyką kresową jesteśmy jak najbardziej zainteresowani.

NG 48 (484)