Janina Tylingo

Konkurs na 1/2 etatu sprzątaczki

Szanowna redakcjo!

Chciałabym swoją krzywdę wypowiedzieć na łamach "NG". Od roku 1994 ja i mój mąż jesteśmy bezrobotni. O emeryturze przy teraźniejszych uchwałach nawet nie ma co marzyć. Nie wystarcza również kilku lat do pełnego stażu, bo nie ma pracy. Bywają takie czasy, że nie mamy za co kupić gazu i zapłacić za światło. Nie mówiąc już o innych życiowych potrzebach. Jednak przy dobrej chęci i woli starościna p. Czesława Stupienko mogłaby jakąś pracę w naszej gminie znaleźć. Bo znane są fakty, że niektórzy mają nawet po kilka etatów. Przewodnicząca koła AWPL Maria Sawicka prócz swojej głównej pracy, ma inne prace, ale zalegalizowane na inne osoby. A gdy zwróciłam się do starosty, więc żeby mnie zastraszyć, powiedziała, że muszę znać język litewski, chociaż w moim wieku i dla sprzątaczki takich wymagań ustawa nie przewiduje. W 1999 roku zwróciłam się pisemnie do prezesa AWPL p. Waldemara Tomaszewskiego. W. Tomaszewski, jak zauważyłam, z niechęcią przeczytał moje podanie, w którym były wskazane niektóre fakty i oddał mi je z powrotem, dodając, jeżeli nawet i będzie jakaś praca, to pani nie przyjmą, bo takich w Suderwie jest 50. Powstaje pytanie, dlaczego u W. Tomaszewskiego była taka myśl? Z tą prośbą zwróciłam się również do przypadkowo spotkanej na korytarzu pani mer Leokadii Januđauskienë, lecz także bezskutecznie.

Akurat był ogłoszony konkurs w naszej suderwskiej gminie na pół etatu sprzątaczki (215 Lt miesięcznie - przyp. redakcji). Złożyłam podanie. 7 grudnia br. odbył się konkurs w Wilnie w samorządzie rej. wileńskiego. Z naszej gminy uczestniczyły 4 osoby. Członkami komisji byli S. Świetlikowski i A. Polstiuk. Egzaminowano nas jakby szykując na stanowisko ministra. Trzeba było wypełnić ankietę i odpowiedzieć na 15 pytań. Pytania były dosyć ciekawe: czy pracowałam ze służbami specjalnymi, czy byłam sądzona, z jakiej rodziny pochodzę i inne. Trzeba było przedstawić również 5 różnych dokumentów. Natomiast o to, co miało być najważniejsze dla sprzątaczki, to jest czy umie obchodzić się z wiadrem z wodą, szmatką i szczotką - nikt nie zapytał. Nie sprawdzono, która by mogła najlepiej sprzątnąć. Do gabinetu wzywano nas każdą oddzielnie. A gdy ogłaszali wyniki konkursu, to zaprosili nas wszystkich.

Konkurs wygrała Anna Bokszańska, która zgromadziłała 8 punktów, ja 7, a inni po 6. Bardzo mnie boli, że od 1990 r. jestem członkiem koła ZPL, byłam członkiem zarządu koła ZPL. Jestem członkiem AWPL, pomagałam w ich pracy. Chodziłam po wsiach, zbierałam członkowskie, całą rodziną, gdy była potrzeba, wyjeżdżałam na pikiety, wiece i inne imprezy. Zawsze uczestniczyłam w kampanii wyborczej, pozostawiając swoje własne sprawy na drugim planie. A pani Bokszańska palcem nie dotknęła tej społecznej pracy.

W ogóle nie jest zrozumiałe, po co potrzebny był ten konkurs. Wiem dobrze, że nasza starosta zawczasu rekomendowała kandydaturę Bokszańskiej. Po drugie, czy komisja, oprócz tej gry, nie ma czym się innym zająć? Przecież w rejonie jest tyle ważnych spraw do rozstrzygnięcia. A i nam bezrobotnym dojechać do Wilna też kosztuje.

Po ogłoszeniu wyników konkursu, zadałam pytanie członkom komisji, dlaczego nie zwrócono uwagi na to, że w ciągu 10 lat bezinteresownie działałam dla dobra polskiego społeczeństwa. Szanowny A. Polstiuk odpowiedział mi z ironią, iż działałaś, bo widocznie miałaś z tego korzyść. S. Świetlikowski powiedział, że masz ziemię i córkę, która pracuje. Po pierwsze, córka jest zamężna i ma swoją rodzinę. Po drugie, co dzieje się z ziemią w naszym rejonie, to p. Świetlikowski jako prawnik chyba o tym dobrze wie.

Już szósty rok sprawują władzę w rejonie przez nas wybrani ludzie, lecz zwrot ziemi nikogo nie obchodzi. W rozmowie w czasie konkursu p. Świetlikowski bardzo "ubolewał", że rolnikowi w te czasy nader ciężko się żyje.

Z tego wszystkiego wynika, że nasze władze, którym w ciągu 10 lat pomagaliśmy załatwiać miękkie foteliki i dobre wynagrodzenia, dziś organizują konkursy na pół etatu sprzątaczki w postaci pośmiewiska ze swych wyborców. A z drugiej strony zaczynając od starostów, a na urzędnikach samorządu i posłach do Sejmu kończąc, wszystkie stanowiska obsadza się tylko swoimi sługusami, co w przyszłości może być niebezpieczne dla całej polskiej społeczności.

Widząc takie niedobre sprawy, straciłam zaufanie do Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, z której występuję.

NG 51 (487)