Teresa Oleszkiewicz

Uwaga! Nowi poszukiwacze
"kozłów ofiarnych"

Ciekawe nastąpiły czasy - tylko żyj i ciesz się! Wszędzie wre jak w garnku. Jedni gdzieś biegną, drudzy śpieszą, trzeci coś nowego organizują i zakładają. A tyle dzisiaj rozmnożyło się różnego rodzaju partii i partyjek, koalicji i koalicyjek, związków i związeczków, zarządów i podrządów, że aż się w głowie kręci. A wszyscy mają jedyny i ten sam cel - jak najwięcej wzbogacić się kosztem innych i kimś rządzić, nie za darmo, a za pieniądze.

Za czasów radzieckich było łatwiej. Wówczas jeden sekretarz mógł wyznaczać dobre posady lub inne przywileje temu, kto mu przypadł do gustu. Dzisiaj jest jakby trochę inaczej. Tu już zależy w jakimś stopniu i od posłusznych wyborców, i ich głosów, czyli inaczej mówiąc od "ofiarnych koziołków", kosztem których można otrzymać wszystko: dobrą posadę, karierę, różne przywileje, a jeszcze na dodatek dobry, smaczny kąsek. A skąd to wszystko wziąć? Wiadomo, że z biednego roboczego ludu, którego większość stanowią bezrobotni, inwalidzi i emeryci, którzy i tak są już pokrzywdzeni, bo za swoją długoletnią pracę otrzymują tylko nędzne centy, kosztem niedokarmionych dzieci, a czasem i niedoleczonych. Lecz naszych wybrańców wszystko to najmniej obchodzi.

I narodowość tutaj już nie gra roli. Wszyscy mają jeden cel, jak przechytrzyć jeden drugiego, by im te "ofiarne koziołki" zaufali. Zaczynają się więc różne obiecanki, rozmnaża się coraz więcej i więcej nowoupieczonych liderów i podliderów i każdy chce, by jego nazwisko za wszelką cenę stało się popularne, bo inaczej przecież nie dojdzie do władzy.
W taki sposób również i w naszej gminie zujuńskiej niedawno został założony malutki, tak zwany "Związek rolników gminy Zujuny", w skład którego wchodzi wieś Zujuny, Gienajciszki i część Ciechanowiszek, chociaż w gminie znajdują się aż 52 wioski.

Na zebraniu założycielskim nie byłam, lecz jak później mnie poinformowano zebranie zainicjował przedstawiciel z rejonu Waldemar Tomaszewski, były starosta gminy Anastazy Śnieżko i Mieczysław Jancewicz, który został wybrany na przewodniczącego tego mini związku. Wybrano jak to zawsze zarząd. Ponieważ na zebraniu nie byłam, do zarządu zostałam włączona zaocznie.

Z początku nawet wyglądało na to, że rzeczywiście będą rozstrzygane problemy zwrotu ziemi. Szybko jednak zrozumiałam, że jestem tam niepotrzebna, a inicjatorom przyświeca inny cel. Kilka członków zarządu na czele z M. Jancewiczem nie podzieliło między sobą tego "smacznego kąska". Pojawiły się jakieś skargi, rozmowy o podrabianiu podpisów. Zaczęto jednych nastrajać przeciwko drugim.

Za wszelką cenę starano się też mnie skompromitować przed społecznością gminy.

6 lutego br. odbyło się już sprawozdawczo - wyborcze zebranie tak zwanego "Związku rolników". W pierwszej części zebrania była mowa o zwrocie ziemi. Przybyło 5 przedstawicieli różnych instytucji, którzy są odpowiedzialni za zwrot ziemi. Przybyli mieszkańcy z Zujun, z Ginajciszek. Zebranie jak zwykle było burzliwe, ludzie byli zdenerwowani, rozczarowani i rozgoryczeni, bo takie zebrania w tej sali odbywają się już w ciągu 12 lat i bez żadnego skutku. Ziemia natomiast z każdym dniem ulatnia się, niby w powietrze, prawie już nic nie pozostało do zwrotu.

Podczas drugiej części zebrania nastąpiły wybory przewodniczącego i zarządu. Chociaż do związku należy około 90 osób, na zebraniu było zaledwie 30. Szybko więc odczytano listę kandydatów, policzono i decyzja zapadła. Lecz gdy wymieniono moje nazwisko, jako kandydata na członka zarządu, to Jancewicza aż skręciło. Boją się jak widać tacy działacze jak Jancewicz, żeby ktoś uczciwie nie podjąłby tematu zwrotu ziemi.

Szanowny panie Jancewiczu, nie bój się mnie wioskowej emerytki, bo w żadnym wypadku konkurentką nie będę. Różnię się tym, że mam swoje własne zdanie i pragnę odrobinę sprawiedliwości. Cóż ja mogę zrobić, że mi Pan Bóg dał taką cechę. Po drugie, w ciągu 12 lat starałam się ofiarnie i bezinteresownie poświęcać się pracy społecznej, zawsze znajdując z ludźmi wspólny język. Działałam uczciwie i rzetelnie, nikogo nie starałam się oszukać.

I po trzecie - czy my rzeczywiście musimy całe życie być "ofiarnymi koziołkami" i zawsze być zastraszani, przed każdym drżeć, przed każdym wysługiwać się, klękać na kolana, nie mieć prawa na własne zdanie?

Widzimy, że nad nami jak tęcza pojawia coraz więcej i więcej władców, różnego rodzaju urzędników i działaczy. To jakiś tam związek polskich prawników, to pojawił się zastępca kierownika powiatu, to przewodniczący "związku rolników" itd. A ty biedny człowieku, spróbuj tylko nie tak postąpić jak ci każą, to natychmiast ciebie chcą z ziemią zgnieść.

Tylko,że są już inne czasy i ludzie zaczynają rozumieć o co tu tak naprawdę chodzi, i kto dla nich chce dobra, a kto jedynie pragnie zbić na nich tani kapitał polityczny.

NG 6 (495)