Liliana Narkowicz

Uśmiech gwarantem powodzenia

" Uśmiech - gwarantem powodzenia - uważa Lilia Bogdziewicz, ekspedientka w sklepie spożywczym. Sprzedawczyni ma być kulturalna i uprzejma, ponadto powinna sobie poradzić z każdym klientem - miłym, niezadowolonym i ... opryskliwym.

Czy jest w Twoim dniu pracy czas na życie rodzinne?

Niestety, nie. Pracuję od 8 rano do 20 wieczór. Jestem jednak zadowolona, bo wcześniej pracowałam od 7 do 22. Do tego doliczmy dojazd do pracy plus powrót do domu. Obowiązkiem sprzedawczyni jest być "na posterunku" godzinę lub co najmniej pół, przed otwarciem sklepu, by wyłożyć towar, powycierać lady, uzupełnić asortyment, wszystko estetycznie poustawiać. Wracam zwykle do domu z pracy po godz. 21: przygotowanie kolacji , rozmowa z mężem i dziećmi. A ponieważ mam ich troje, a każde ma swoje problemy, a nazajutrz znów pobudka skoro świt, wygospodarować czas dla siebie już fizycznie nie jestem w stanie.

Więc jak z tym radzisz?

Pracuję co drugi tydzień i to ratuje sytuację. Jestem więc w domu kilka dni z rzędu , mam wtedy, jako kobieta, czas na normalne życie rodzinne. Sporo go pochłania robienie zakupów i przygotowywanie półfabrykatów na gorące dania, bo ja będę w pracy, mąż w pracy, a dzieci muszą radzić od maleństwa same. Mogę trochę ( tu chęci, niestety, mijają się z możliwościami finansowymi) zadbać o swoją aparycję, bo przecież nie ma mowy o pójściu w czasie pracy ( z moim rozkładem pracy) np. do fryzjera, krawcowej czy koleżanki. Przez tydzień mojej nieobecności w domu, zwykle uzbiera się sporo spraw bieżących do załatwienia . Paradoks, jednak najmniej czasu mam latem - działka i wieś. Pomagamy rodzicom męża.

Ze względu na obowiązek i wiek?

Nie tylko chodzi o wiek, choć rzeczywiście są już po osiemdziesiątce. Dają sobie jednak radę, trzymają się dzielnie i Bogu dziękować. Oboje z mężem jesteśmy tak wychowani, że nikt nam nie musi przypominać, iż rodzicom nie tylko w pewnym wieku, ale w ogóle szacunek się należy. Mamy jednak trudności finansowe, więc, mówiąc obrazowo, pomagamy wsi, a wieś nam. Trójka dzieci, dwa pokoje ( niegdyś bursa) , mąż kierowca i mój zarobek kształtujący się w granicach 430 litów. Po odrzuceniu podatków, suma podzielona na liczbę 5, a wydatki pomnożone przez liczbę 5, wygląda dość skromnie. Na wiele rzeczy nas po prostu nie stać. Dlatego jestem wdzięczna kierownictwu Szkoły im. Sz. Konarskiego, że nasze dzieci w miarę możliwości szkoły są dożywiane bezpłatnie. Dla nas działka i gospodarka rodziców nie są przyjemnością czy wypoczynkiem, lecz tyraniem i sposobem na przeżycie .

Lubisz swoją pracę?

Chyba tak, skoro tyle lat jestem związana z handlem. Co prawda, po ukończeniu szkoły średniej, a potem Technikum Handlowego przez jakiś okres pracowałam jako dziewiarka w "Dovanie" . Byłam bardzo zadowolona. Wszystko mi odpowiadało: i godziny pracy, i zarobek, i to, że odnajdywałam w tym satysfakcję. Lubię i dziś dziergać na drutach , na wszystko brakuje jednak czasu.

W pracy ekspedientki najbardziej pociąga mnie obcowanie z ludźmi. Sprzedawczyni powinna być psychologiem, umieć zachować się w każdej sytuacji i znaleźć kontakt z każdym klientem, choć to "obcowanie" trwa nieraz tylko kilka minut...Nie bez znaczenia jest też fakt, że co drugi tydzień jestem wolna. Pomimo głoszonej powszechnie demokracji rodzinnej, głównie na kobiecie spoczywa obowiązek robienia zakupów ( a więc i dźwigania torb), gotowania, prania, prasowania, sprzątania i opiekowania się dziećmi.

Co uważasz za minus w tym zawodzie?

To, że 10-14 godzin jestem poza domem, chociaż, jak wspominałam, bywało gorzej. W małym sklepie, a w takim pracuję, nie ma takich etatów jak ładowacz czy sortowaczka. Dlatego same nosimy skrzynie z piwem czy owocami, a np. jabłek w takich skrzyniach jest 20-25 kg. Same towar sortujemy, a potem wykładamy na lady. To nie jest tak, jak komuś się wydaje: przyszłaś do sklepu i sprzedawaj sobie. Nie znoszę pracy papierkowej , przyjmowania towarów , prowadzenia dokumentacji . Sprzedawczynie mają do czynienia z pieniędzmi, a za tym idzie odpowiedzialność.

Miejsce pracy zmieniałaś kilkakrotnie. Przyczyny?

Trudny dojazd, mniejszy zarobek niż obecnie i więcej godzin pracy dziennie bez wolnych tygodni, nieodpowiednio układające się stosunki z kierownictwem placówki handlowej , trudne warunki - nieogrzewane pomieszczenie w zimie, bez wentylacji w lecie. Mam w końcu tych 20 lat pracy za sobą , z wiekiem nasze zdrowie nie polepsza się, lecz ma tendencję odwrotną, a praca sprzedawczyni to ciągłe stanie na nogach i uwaga dla klienta.

Właśnie, jak klienci traktują sprzedawczynie?

Z nieufnością. Odnosi się wrażenie, że panuje przekonanie , iż stojący za ladą może ich tylko oszukać. Często są niezadowoleni z tego, co się poda, bo może ten sam wyrób, ale stojący na innej półce, jest lepszej jakości, bardziej świeży, a nawet lepszy smakowo.

A już bardzo rzadko chcą , by ekspedientka coś doradziła, zaraz pada podejrzenie, czy aby nie we własnym interesie. Dla wielu wręcz nie podoba się, że kiedy wchodzą do sklepu, mówisz: "Dzień dobry. Czy coś podać?" A jeszcze gorzej, kiedy się dziękuje za nabyty towar. Ludzie są bardzo różni i stąd moje zdanie, że psychologia to dziedzina nauki, która koniecznie powinna wejść do programu nauczania w szkołach i placówkach handlowych.

Jacy bywają klienci?

Przyjemni, kulturalni. Tacy, z którymi miło obcować i którzy umieją podnieść nastrój. A inna kategoria - to klienci tzw. trudni. Przede wszystkim kapryśni , nieprzystępni , aroganccy. Wchodzą do sklepu już niezadowoleni i to niezadowolenie zostawiają w atmosferze. Wychodzą też niezadowoleni , a nieraz obraźliwym słowem potrafią zepsuć cały dzień. Niełatwo też pracować z pijanymi, którzy bywają np. agresywni. Wybierając jednak pracę z ludźmi i wśród ludzi, trzeba być przygotowanym na różne sytuacje.

Jakie cechy charakteru uważasz za niezbędne w tym zawodzie?

Sprzedawczyni powinna być przede wszystkim zrównoważona. Nigdy nie okazywać swojego niezadowolenia ani złości, a nieraz i wstrzymać śmiech, o ile byłby akurat niepożądany. Miałam w swojej praktyce taki wypadek. Przychodzi młody mężczyzna i pyta , bardzo serio, czy kiełbasa "Daktariška" ewentualnie "Paneriu" jest z kośćmi czy nie? Jak wiadomo, są to kiełbasy serdelowe (parzone), zwane potocznie "gotowanymi'', ale on twierdził, że mu ciągle trafia się z kośćmi. Więc całkiem serio odpowiedziałam, że go rozumiem i podam mu bez kości. Wyszedł zadowolony. Ale ja dopiero wtedy parsknęłam śmiechem.

Sprzedawczyni powinna sobie poradzić z każdym klientem: i z tym miłym ,i niezadowolonym, i opryskliwym. Niewątpliwie ma być kulturalna, uprzejma , o przyjemnym wyglądzie i z uśmiechem na twarzy. Uśmiech - gwarantem powodzenia.

Dziękuję za rozmowę iżyczę promiennego uśmiechu.

NG 10 (499)