Ryszard Maciejkianiec

Prawa i odpowiedzialność

Jak już nadmienialiśmy, w obecnej kadencji samorządowej minie dziesięć lat, od kiedy grupa osób, wybrana przy naszym poparciu przez ludność polską, ma pełnię władzy w rejonach wileńskim i solecznickim, korzystając w pełnym wymiarze z należnych rządzącym praw i specjalnych warunków do pełnienia swoich obowiązków.

Dziś ta sama grupa, podejmując decyzję o wejściu w skład rządzącej na Litwie koalicji i delegując swoich przedstawicieli do władz Ministerstwa Oświaty i powiatu wileńskiego jeszcze bardziej zwiększyła zakres swojej władzy. W wyniku kontrola awepelowców wobec ludności polskiej w tych rejonach poprzez struktury władzy i osoby w różny sposób związane z samorządowym budżetem, jest tak powszechna, że wręcz zaczyna przypominać czasy radzieckie.

Uniemożliwianie prowadzenia otwartej dyskusji, tworzenie atmosfery unikania wszelkich kontaktów z osobami i organizacjami, które są nie lubiane czy ''nie czytane" przez grupkę tych osób, wyduszanie wszelkich prób demokratyzacji życia, wszelkich niezależnych inicjatyw, które nie pochodzą od powyższej grupki, arogancja wobec potrzeb ludności i wyborców jednoznacznie świadczą, że niestety historycznie zwarte skupisko naszego zamieszkania znalazło się wobec poważnego zagrożenia. Nie bez udziału więc władz samorządowych, wokół stolicy tworzy się enklawa biedy, powszechnego bezrobocia i braku prawa na każdą inicjatywę, w tym również gospodarczą, a mowa o rozwoju tego terenu jest absolutnie sprzeczna z czynami rządzących.

Od wielu lat pisaliśmy i mówiliśmy o zwrocie ziemi prawowitym właścicielom. Ten postulat w ciągu kilku kadencji był podstawowym hasłem, wykorzystywanym do wyborczych zwycięstw. Niestety w okresie powyborczym o tym programowym postulacie zapominano praktycznie natychmiast, uznając, szczególnie w rejonie wileńskim, iż rzekomo jest to sprawą tylko i wyłącznie służb reformy rolnej, i w żadnym stopniu samorządu. Posiadając cały zespół prawników nie podjęto się nawet trudu udzielania stosownej pomocy prawnej, aby ulżyć mieszkańcom w realizacji ich prawa. Dziś, mając ludzi na wszystkich szczeblach władzy, znów szuka się jedynie winnych, nie biorąc się do pracy i zapominając, iż oddając swój głos wyborca zawierzył władzom samorządowym wszystkie swoje problemy, w tym też wyjątkowo ważny - reprywatyzacji ziemi i mienia.

Przed trzema laty samorząd rejonu wileńskiego ogłosił, iż język litewski i polski są językami równorzędnymi na terenie samorządu. Po dużym nagłośnieniu tematu władze drogą sądową powyższą decyzję uznały za nieważną, wywołując u mniej obeznanych poprzez wyrafinowane propagandowe manipulacje wrażenie, iż jakoby używanie języka polskiego na Litwie jest w ogóle zabronione sądem, czyniąc tym znaczną szkodę dla polskiego środowiska.

Przed kilkoma tygodniami obejrzeliśmy jak wyglądają oficjalne nadpisy na polskich szkołach w rejonie wileńskim - na jednych nie było żadnych, na innych - dwujęzyczne, na jeszcze innych - tylko litewskie, mimo, iż dwujęzyczność w nadpisach w powyższych wypadkach jest ustawowo dozwolona. Tragicznie też wygląda publiczna informacja, dotycząca bezpieczeństwa zdrowia i życia ludzi. W miejscowościach, gdzie decydujący lub znaczny odsetek stanowi ludność polska, w tym osoby starsze nie znające języka państwowego, powyższa informacja, dotycząca na przykład bezpieczeństwa pożarowego, niebezpieczeństw związanych z korzystaniem z energii elektrycznej i gazu jest wyłącznie w języku litewskim. O sferze handlu i usługach dla ludności w ogóle nie warto wspominać.

Któż więc, jak nie samorząd ma o to zadbać, tym bardziej, iż chodzi tu nie o politykę, a stosowanie ogólnoludzkich zasad humanizmu wobec osób starszych, bezbronnych i nie zawsze fizycznie sprawnych, aby móc stawić czoło nieoczekiwanym niebezpieczeństwom? Jaki więc cel miała wcześniejsza inicjatywa o wprowadzeniu dwujęzyczności?

Ostatnio dużo się mówi o braku podręczników dla szkół polskich na Litwie i ich wygórowanych cenach, co jest zresztą zgodne z rzeczywistością. Co niektórzy dziennikarze pasjonują się poszukiwaniem miejsc, gdzie to utyka, kto jest temu winien, znajdując rzeczywiście przypadki wręcz karygodne. Tylko nie wiedzieć czemu nikt nie raczył zauważyć, iż szkoły średnie są jednostkami samorządowymi, a stustronicową książkę w poszczególnych drukarniach już można wydać za 3 lity. Dodajmy honorarium dla autora, tłumaczy itp. i zobaczymy, że ceny mogą być absolutnie dostępne. A jeżeli jeszcze władza przestanie żyć ponad stan, mniej zamieni samochodów, mniej odbędzie się bali, mniej wyda na prywatne pismo posła i dołoży do wydawania podręczników - to się okaże, iż wszystkie polskie dzieci mogą mieć je zupełnie niedrogo. Nie ma najmniejszej wątpliwości, iż inicjatywę w tym temacie mają za obowiązek i muszą również wziąć na siebie powyższe dwa samorządy i nikt inny.

Są to tylko poniektóre zaniedbania, które rażąco rzucają się w oczy. Pomijając szerzącą się plagę alkoholizmu, przestępczości itp., które też wymagają inicjatyw zaradczych, skierowanych na samoorganizację ludności. Wszystko to wskazuje, iż brak odpowiedzialności u działaczy samorządowych za podjęte zobowiązania w wymienionych i nie wymienionych tematach, do których będziemy niejednokrotnie wracać, staje się z roku na rok coraz bardziej oczywisty.

Niedawno wieloletni mer rejonu solecznickiego J. Rybak na konferencji prasowej z posłem A. Popławskim oświadczyli, iż rejon solecznicki widocznie zbankrutuje. Wiedząc, jak jest ułożona w rejonie władza polityczna i kontrola nad finansami należałoby jedynie siedzieć cicho i mocno bić się w pierś...

Dziesięć lat władzy - to kawał czasu iżycia. Nie da się więc nadal twierdzić, iż władza samorządowa, a tym bardziej w warunkach działania w składzie koalicji rządowej, nie ponosi odpowiedzialności za obecny stan rzeczy. Najwyższy czas więc jeszcze raz przypomnieć, iż wielkie możliwości i prawa władzy idą w parze z równie wielką odpowiedzialnością wobec społeczeństwa i historii.

NG 13 (502)