Make your own free website on Tripod.com
Stanisław Pietuszko

Wybitni Synowie Kresów
JÓZEF BUJNOWSKI - nauczyciel - poeta -
żołnierz współtwórca polskiej humanistyki

Autor publikacji ur. 17.05.1922r. w Miłaszkach blisko Zamosza. W latach 1936-1939 uczeń gimnazjum w Brasławiu, pozostający pod kształcącym wpływem polonisty Józefa Bujnowskiego. Po wojnie ukończył Liceum Pedagogiczne w Pułtusku, a potem studia pedagogiczno-psychologiczne na Uniwersytecie Warszawskim. Po studiach - praca naukowa i doktorat w Instytucie Badań Pedagogicznych. We wrześniu 1998r. - po 59 latach szczęśliwe ponowne spotkanie z profesorem Bujnowskim i odtąd stały z Nim kontakt korespondencyjny i telefoniczny.


JÓZEF BUJNOWSKI ur. 31/18/ marca 1910r. w Okolicy-Rudawie, zm. 15 lutego 2001r. w Londynie, we wdzięcznej pamięci swoich uczniów zostanie do końca życia.

Nie ma większego znaczenia, kim byliśmy
w latach naszej aktywności zawodowej -
ważne natomiast jest to, jakimi wówczas byliśmy
i jakimi zostaliśmy na starość

Tę arcymądrą sentencję, usłyszałem podczas jednej z niezapomnianych rozmów z Profesorem Bujnowskim, kiedy miałem szczęście spotkać się z Nim /dopiero po 59 latach/ we wrześniu 1998 r. w Izabelinie pod Warszawą. Państwo Bujnowscy gościli tam u krewnych, przybywszy na Zjazd Zagranicznych Polonistów, zorganizowany przez Uniwersytet Warszawski. Któregoś dnia siedzielismy z Profesorem na tarasie wpatrzeni w mapę /"setkę"/ powiatu brasławskiego, '''wędrowaliśmy" niespiesznie traktem Widze - Bohiń - Dalekie - Zamosze -Okolica-Rudawa - Belmont - Brasław,"odwiedzając" również poboczne miejscowości i wspominając znajomych z dawnych lat. W pewnej chwili Profesor zaczął ponownie i bardziej stanowczo - nakłaniać mnie do tego, żebym zwracał się do Niego po imieniu, po brasławsku -jak zwykł był mawiać - tzn. po przyjacielsku.

Ta wielkoduszna postawa potwierdza, że przytoczona wyżej światła myśl została wypowiedziana z pełnym przekonaniem. Świadczy ona również nie tylko o tym, j a k i m był Profesor w swoich latach twórczych, lecz także o Jego imponującym umyśle i charakterze w wieku sędziwej starości. Nieprzeciętna qualitas cechowała Jego wielorakie "bycie kimś" - w bujnym, obfitym w największe dramaty życiu, jakie dane było Mu przeżyć. A był i wspaniałym nauczycielem - wychowawcą i awangardowym poetą, i oficerem liniowym uczestniczącym we wszystkich bitwach kampanii włoskiej 2 Korpusu Polskiego, łącznie z legendarną, lecz niezwykle dramatyczną bitwą pod Monte Cassino. Poległo tam niemało Jego kolegów i przyjaciół, a wśród nich najbliższy Mu Ryszard Kopyść, malarz i grafik, któremu poświęcił napisaną w 1945 r. książkę: "Koła w mgławicach". Zanim znalazł się w Armii gen. Andersa, był dwukrotnie więziony przez sowieckie "organa" i dwukrotnie skutecznie im uciekał. Pierwszy raz do Wilna, gdzie w konspiracyjnym Związku Walki Zbrojnej pełnił eksponowane funkcje; drugi raz - spod Urżumu nad Wiatką zdołał przedostać się do Jangi - Julu (znaczy : Nowa Droga) pod Taszkientem, do przygotowującej się tam do ewakuacji armii Andersa. Za wykazaną w jej szeregach niezwykłą dzielność pod Monte Cassino został odznaczony Krzyżem Walecznych.

Po wojnie, nauczyciel - poeta - żołnierz Józef Bujnowski osiadł w Londynie, gdzie rozwinął z czasem wieloraką działalność, realizując się twórczo w różnych rolach społecznych. Oto niektóre z nich: profesor zwyczajny, kierownik Katedry Literatury Polskiej w Polskim Uniwersytecie na Obczyźnie(PUNO); dwukrotnie dziekan tamtejszego Wydziału Humanistycznego, a po latach - doktor honoris causa tej uczelni; zapraszany przez prestiżowe uniwersytety zachodnie, wykładowca literatury polskiej na tych uczelniach. A jeszcze: organizator lub współorganizator polskich towarzystw naukowych w Anglii; założyciel lub współzałożyciel tam polskich periodyków naukowych; wyróżniany animator życia kulturalno - naukowego rodaków pozostałych na Zachodzie; autor różnego rodzaju publikacji we wszystkich bodaj, wychodzących tam czasopismach w języku polskim. Konkludując, Józef Bujnowski, po zdjęciu chlubnie noszonego munduru oficerskiego (z polskimi i zagranicznymi odznaczeniami) został z kolei, w trudnych warunkach emigracyjnych, zasłużonym współtwórcą polskiej humanistyki i wieloletnim, aktywnym jej przedstawicielem na Zachodzie. Zajął więc należne Mu miejsce na podium dla najbardziej zasłużonych dla kraju i narodu polskiego Brasławiaków: obok Karola Wyrwicza, Tomasza Wawrzeckiego, Stanisława Kopańskiego. Pamiętajmy o Nich i Im podobnych. I bądźmy z Nich dumni!

Na zakończenie: brasławska, nostalgiczna nuta Profesora Bujnowskiego, stale tęskniącego za swą małą Ojczyzną. Będąc w 1994r. w Olsztynie, na pytanie dziennikarza: "Czym była dla pana ta ziemia(brasławska)" - powiedział: "Wszystkim. I kiedy znalazłem się daleko pojawiała mi się przed oczyma , zwłaszcza w chwilach ciężkich, beznadziejnych. Obecnie też myślę o niej często. Dała mi wszystko, co dać mogła i próbowałem jej odpłacić się wszystkim, czym mogłem".

A mnie zwierzył się ze swego, niemożliwego (?) do spełnienia się marzenia. W 1996 r. pisał: "Najbardziej chciałbym rzeczy niemożliwej: honorowe obywatelstwo miasta Brasławia". Jest nadzieja, że Brasław o Nim nie zapomni i należycie Go doceni. Przyjdzie na to czas...

Jeśli nie jesteś stąd

/fragmenty/

Jeśli nie jesteś stąd, gdzie pluszcze deszcz i szemrze, gdzie
kołyszących uczą kołysanekżurawie,
ni szeptu trzcin nie słyszysz w stawie,
drżącym od lęku olch;
nie wiesz jak skrzypiżwir pod stopą,
jak cząbr szeleści w wianku ziół -

nie znajdziesz imion trzepoczących się jak trzmiel
czy trznadel w skrzydeł siatce,
ani jak ryby plusk w sadzawki gąszcz (...)
bo usta w szmer i szept zostaną nieme.
A innej takiej ziemi wświecie nie ma.

(Z tomiku "Lipowy witraż", Londyn 1954)

Przebudzenie

/fragmenty/

...Przyszła i oplątała mnie pieśnią .
Osypała zebranym z pó1 słońcem
i oplotła zielenią traw po serce.
Pozostałem tak wrośnięty włące
trawożerca.

I nie mów. I nie wołaj. Oplątała
Wstążką rzeki krtań i zbłękitniała,
a na oczy położyła dłonie,
tak jeziorne,że kto dotknie, utonie.

Więc zalniło się modrym polem lnu
modrokwietnego
pobok traktu wzielonego w latorośl.
Kołysała się łanem chlebażytniego
moja Białoruś.

...I nie oderwać ust
od ziemi tamtej ostrej:
do końca pozostanie jedna wieś.
Gdziekolwiek pójdziesz,
poniesiesz o niej pieśń.

Na zdjęciach: J. Bujnowski , Monte Cassino, maj 1944 r., J. Bujnowski,
Londyn, maj 1999 r., Matka Boska Brasławska

NG 16 (505)