Henryk Sipowicz-Bogowski

ŻNIWA

Miłemu Włodarzowi Ziemi Santockiej
Wincentemu Butkiewiczowi

Stanął pierwszy w rzędzie, jak wódz z jasnym czołem.
Z rozmachem tnął kosą, błysnął ostrzem gołym
i półpochylony nadłanem złocistym
ruszył w dal przed siebie krokiem posuwistym.
A za nim -ławą
z namaszczeniem na twarzy
ruszyła milcząca gromada żniwiarzy ...
W koło zaszumiały chleborodne łany,
rosnące wzdłuż boru aż po brzeg Żejmiany.

Kosiarze szli wolno pośród jędrnych kłosów,
wyzłoconych słońcem, posrebrzonych rosą.
Tu i ówdzie błyśnie ostrze kos złowrogo,
zgrzytnie o kamienie swą podkutą nogą
lub na mgnienie mignie nad zmierzwioną niwą
wysmukłym brzeszczotem, jego głownią krzywą ...

Przekos za przekosem,
snop za snopem pada,
smagła dłoń je wiąże i w rządki układa.
Grabie furczą w rżysku ...
Kosiarz pot ociera.
Nie czas na pogwarki, gdy się ziarno zbiera.
Od czasu do czasu jeno z dzbanka łyknie.
Nie folgujeżniejom,
Zanim słońce zniknie,
zanim zmierzch zapadnie okrywszy zagony
huk roboty czeka.
Kmieć jest niestrudzony,
To nic,że mu mdleją ręce.

Pot i znój odpłaci się chlebem w podzięce.
Ha! Wie o tym włodarz więc dalej i dalej
przemierza swełany wolno, lecz wytrwale ...
Słońce - coraz niżej.
Wnet z pola ustąpi.
Ostatni już promyk w Wiliji się kąpi.
Zmierzch wychynął z boru, więc i noc za pasem,
O! właśnie, przysiadła pod santockim lasem ...

Spojrzał Koswodzirej - kośbę wstrzymać każe.
Stanęli zmęczeni żnieje iżniwiarze.
Wszako od poranka,
schyleni nad polem
zbierali źdźbłażyta ze wścibskim kąkolem,
Patrzyli z mieszanym uczuciem na niwę,
jak gdyby z zadumą iżałością tkliwą.
Ano, nie próżne ich westchnienia stłumione -
bo i piękno zżytem zostało skoszone ...

Cóż - taki jest los tych, co orzą i sieją.
Trudzą się, cieszą
lecz i często boleją.

Santoka 1951

NG 30 (519)