| Marius DEKSNYS
Słowa prezydenta rolnicy powitali gwizdaniem Z taką reakcją spotkało się wezwanie prezydenta, aby spojrzeć prawdzie w oczy Na zjeździe rolników kraju w Wilnie prezydent Litwy Valdas Adamkus zburzył tworzone w ciągu 10 lat przez wszystkie poprzednie rządy kraju złudzenia rolników na temat przyszłości rolnictwa. Wczoraj prawie 6 tys. rolników, zgromadzonych w Wileńskim Pałacu Kultury i Sportu, wygwizdało słowa przywódcy kraju o konieczności realizowania rzeczywistej, a nie opartej na obietnicach, polityki rolnej. V. Adamkus odrzucił żądanie, aby bronić cłami importowymi wewnętrzny rynek produktów spożywczych: "Niektórzy spośród was proponują, aby powrócić do byłego regulowania rynku. Czas już powiedzieć wyraźnie: drogi powrotnej nie ma". Rolnicy, którzy po przemówieniu prezydenta kolejno wchodzili na trybunę, całą władzę Litwy określali po prostu jako "liberałów", a prowadzoną przez nią politykę rolną - jako ludobójstwo wsi. "Teraz władza jest liberalna, więc może pozwolicie już nam uprawiać mak" Na pewno rozstrzygnęłoby to wiele problemów" - mówił zjadliwie E. Valuckas, rolnik z rejonu wiłkawiskiego. Cała sala burzliwymi oklaskami powitała propozycję K. Deveikisa z Poniewieża, aby zlikwidować administracje powiatów, które rolnik określił jako obce ciało oraz szajkę darmozjadów. Swe przemówienie zakończył on oświadczeniem, że w przypadku, jeśli do 1 kwietnia nie zostanie ustalony poziom cen skupu z 2000 roku, to rolnicy zablokują komory celne państwa i w ten sposób będą bronili rynek przed importem. Wczoraj zjazd rolników uchwalił rezolucję. Wezwał w niej, do zahamowania upadku rolnictwa i zapewnienia dochodów rolnikom, rozstrzygnięcia problemu rozliczenia się za zakupioną produkcję, uregulowania systemu ochrony rynku, umorzenia sprawy wytoczonej strajkującym rolnikom rejonu mariampolskiego. W przypadku, jeśli w ciągu miesiąca nie zostaną spełnione żądania zawarte w rezolucji, rolnicy grożą podjęciem bardziej drastycznych środków. ("Lietuvos rytas" z 14 03 2001 r.) NG 11 (500) |